19 czerwca 2001 r. odbył się wieczór poezji kol. Zofii Umerskiej, bibliotekarki z Ochoty, sekretarza Zarządu Stołecznego SBP. Wieczór zorganizowany został przez dyrekcję i Koło SBP przy Bibliotece Publicznej gminy Warszawa - Bielany przy ul. Duracza 19.
"Bibliotekarz". - 2001, nr 9 s. 41
(o sobie i tomiku "Wiosenne myśli")
Przyszłam na świat w 1947 roku, w planowanym terminie i bez komplikacji. Słońce było w tym dniu w znaku Ryb - otrzymałam więc naturę bardzo niepraktyczną - marzycielską trochę, pełną sprzeczności i wahań, ale też wrażliwą na otaczający świat, jego piękno i brzydotę ludzkich charakterów.
Dzieciństwo i młodość spędziłam w podwarszawskim Komorowie. Ukończyłam bibliotekoznawstwo na Uniwersytecie Warszawskim i od 30 lat uprawiam zawód powszechnie uznany za najnudniejszy. Mnie on daje radość i możliwość kreatywnego działania. Zawodowo jestem związana z życiem kulturalnym warszawskiej dzielnicy Ochota.
Moje pisanie trwa długo. Jest to sposób na życie, metoda reakcji na zawirowania losu, dobry i zły stres. Przez wiele lat chowałam swoje wiersze do szuflady i czasami tylko czytałam przyjaciołom. Wreszcie ulegając ich namowom, zdecydowałam pokazać innym siebie od środka.
Dziękuję wszystkim, którzy przyczynili się do tego przedsięwzięcia: Katarzynie - za mobilizację, Wandzie i Stasiowi - za doping, pani Helenie Gąsiorowskiej za pomysł.
Nostra culpa
Stworzyłeś nas Panie
na swe podobieństwo
i dar szczególny nam dałeś -
umysł, który nas
spośród Naczelnych wyróżnia
i niektórych na piedestałach stawia.
Dałeś nam, Panie,
wolność,
wolę
i duszę.
I dałeś nam jeszcze
ziarenko zła,
abyśmy umysł mogli wykorzystać.
Lecz zawiedliśmy Cię, Panie.
Ziarnu daliśmy pożywkę,
zakiełkowało i wypełniło nasze ciała,
wykrzywiło nam twarze,
sokiem zatruło umysł.
Zmarnowaliśmy Twój dar Panie,
i zbrukaliśmy wizerunek.
Daj Boże
Daj Boże zmartwienie
dla nauki kłopot
który drogę wyznaczy
zatrzymać się każe
i spojrzeć za siebie.
Daj Boże zmartwienie
po coś...
Ty wiesz po co.
Późna miłość
Późna miłość
dojrzała jak gruszka
soczysta i słodka
skapuje kroplami
zawisa na wargach
i wnika głęboko
w twe ciało
znów młode
sprężyste silne
i mądre
gotowe przygarnąć
kapryśne swe szczęście
na zawsze
na trochę
na chwilę...
***
Spokój
zbędnych już okularów
i kapci niepotrzebnych,
swetra, który nie otula
i osieroconego szalika.
Spokój
sprzętów mniej używanych,
cisza białych ścian,
zakładka w książce nie doczytanej,
nie dokończony zapis pamięci.
To boli.
Ostryga
Natura zamknęła cię
jak ostrygę.
I nie nóż tu pomoże,
ale łagodność oczu,
ciepło dłoni
i słowo,
które uwolni
twoją uwięzioną duszę.
Wiosenne myśli
Myśli wiosną zakwitają
jak kwiaty w ogrodzie,
strącają kapelusze
z głów statecznym panom
a eleganckim paniom
burzą uczesania.
Zbuntowanym młodzieńcom
zawiązują krawaty
i nieskromnie unoszą
sukienki dziewczynom.
Wiosenne myśli
układają się w bukiety
wonnych marzeń,
muskają lekko skronie,
odurzają zapachem,
ustom wydają rozkazy,
sercu puls ustalają.
Lecz myśl jak myśl
gdy jej nie zatrzymasz -
ucieknie.
Chwytajcie zatem
wiosenne myśli,
przygarniajcie je
i zachowajcie
na jesienne dni.
Wiosenne myśli / Zofia Umerska ; opracowanie graficzne i skład Janusz Furtak ; foto na okładce Helena Gąsiorowska. - Warszawa : Fundacja Pomocy Bibliotece Publicznej Warszawa Ochota "Libra", 2000. - 32 s. ; 21 cm. - (Mironalia - Debiuty)
ISBN 83-913801-0-6
(Wybór wierszy z tomiku "Wiosenne myśli" - redakcja serwisu SBP)
(z wierszy nowych)
Warto żyć
Maj zapalił świeczniki kasztanów
lampę słońca rozświetlił nad nami
w serca tchnął życiodajną energię
i do ramion skrzydła nam przypiął.
Stopy ledwo muskają podłoże
głowy w chmurach unoszą się lekko
myśli trudno na wodzy utrzymać
krew jak lawa w kraterze pulsuje
Wszystko teraz jest proste i łatwe
wszystkie tamy i więzy puszczają
sprawy ważne są nagle nieważne
szare cienie barwami się mienią.
I dla tego jednego miesiąca
warto przeżyć i burze i słoty
warto marznąć i brnąć w mokrych zaspach
warto żyć, aby dożyć do maja.
10.05. 2000
Razem być
Ja mam ciebie -
ty masz mnie,
wspólny obiad,
wspólny sen,
moje troski -
twoja siła,
moja wiara -
twoje smutki,
czasem setka mocnej wódki,
a wieczorem przy herbacie
długie kocie opowieści,
nie spełnionych myśli treści.
Popatrz - gwiazdy zakwitają:
jedna, druga,
Wielki Wóz,
i na grani gdzieś szukają
zabłąkanych naszych dusz.
Jesteś?
Jestem.
Będziesz?
Będę.
No, to co, że jest listopad?
U nas nadal jesień złota...
Warszawa, dn. 29 listopada 2001 r.
|