Logo SBP Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich - Serwis Informacyjny


Komunikaty

Główna strona serwisu

NIECODZIENNE, ZABAWNE WYDARZENIE W BIBLIOTECE -
MIKOŁAJKOWY KONKURS SERWISU INTERNETOWEGO SBP
WYNIKI

Na błyskawiczny konkurs ogłoszony przez redakcję internetowego serwisu informacyjnego Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich http://ebib.oss.wroc.pl/sbp polegający na krótkim opisaniu niecodziennego, zabawnego wydarzenia w bibliotece odpowiedziało w dniach 1-5 grudnia 2003 roku 13 osób. Wydarzenie mogło być więc niecodzienne (nie musiało być zabawne), mogło być niecodzienne i zabawne. Mogło być też zabawne (nie musiało być niecodzienne).

Zakwalifikowano do konkursu teksty od 12 osób.

Oto teksty w kolejności nadsyłania.

Andrzej Kamiński (Warszawa)
Pamiętam zdarzenie z zeszłego roku, kiedy pracowałem jeszcze w Bibliotece Głównej Politechniki Warszawskiej. Do Czytelni Czasopism zawitały dwie "panny". Złożyły prawidłowo wypełniony rewers na zeszyt czasopisma "Nowe Drogi" z lat pięćdziesiątych. Okazało się, że jest to jeden ze specjalnych zeszytów "Biblioteki Nowych Dróg" lub "Zeszytów Historycznych Nowych Dróg". Ponieważ nie pamiętam czasów kiedy "Nowe Drogi" były wydawane tytuł nie wzbudził we mnie podejrzeń. Nieco niepewnie poczułem się jednak kiedy zauważyłem w opisie katalogowym, iż wydawcą periodyku był Komitet Centralny PZPR (dla niewtajemniczonych - Nowe Drogi były organem prasowym KC PZPR). Zeszyt przyjechał do czytelni, został podany (zerknąłem do środka i moje szczere zdumienie wywołał artykuł poświęcony walce rewolucjonistów rosyjskich z interwentami lub białymi, nie pamiętam dokładnie). Po trzech minutach czytelniczki zwróciły pismo i rozczarowane stwierdziły, że chyba się im nie przyda bo nie znalazły tu nic do pisanej przez nie pracy.
- A jaki jest temat tej pracy - spytałem chcąc ewentualnie polecić inne czasopismo.
- Nowoczesne techniki budowy dróg i autostrad.

Inne zdarzenie ma raczej charakter zabawy laika przyglądającego się wysoce sformalizowanym opisom technicznym czy biurokratycznym normom. Otóż wiele radości przynosiło mi przeglądanie comiesięcznego wydania Biuletynu Urzędu Patentowego, gdzie obok banałów w postaci patentów na pudełko do papierosów lub wieszak na krawaty zwłaszcza męskie czy też rozrzutnik do nawozu umieszczony w dziale "Podstawowe potrzeby ludzkie", znalazłem trzy prawdziwe perły. Proszę sobie wyobrazić, że w XXI wieku opatentowano w Polsce taczki, szpadel i stół. Z zapartym tchem czekam na koło.


Katarzyna Hałabura (Szczecin)
To jest historyjka, którą opowiedziała koleżanka, też pracująca w bibliotece. Nie jestem pewna, czy nie jest to przypadek tragikomedii! Do biurka podeszła młoda mama i zapytała:
- Czy jest Ferdynand Kiepski?
Kiedy moja koleżanka, którą po prostu, brzydko mówiąc, zatkało, odpowiedziała "Słucham?!" Czytelniczka dodała:
- No, Ferdynand Kiepski, lektura do trzeciej klasy!
Oj, chociaż naprawdę podoba mi się Andrzej Grabowski jako Ferdynand Kiepski, to nie uważam, żeby był podobny do "Ferdynanda Wspaniałego"...!


Jerzy Krawczyk (Kraków, Biblioteka Główna AGH)
W naszej bibliotece zdarzyło się kilka zabawnych sytuacji, ale ta najbardziej uniwersalna to:
Bibliotekarz pyta stojącego przy ladzie w wypożyczalni delikwenta
- Ma Pan konto?
- Tak, w BPH. (Bank Przemysłowo-Handlowy, kiedyś krakowski)


Ewa Błaszczyk (Łódź, Biblioteka Wyższej Szkoły Turystyki i Hotelarstwa)
Od dawna przymierzam się, żeby odpowiedzieć na któryś z Pana konkursów, ale prawdę powiedziawszy moja (nie)wiedza i doświadczenie (albo raczej jego brak) nie pozwalają mi na to zupełnie. Ten konkurs to coś zupełnie innego. Tu nie potrzeba wiedzy, wystarczy sięgnąć wstecz pamięcią do czasów, kiedy samemu często bywało się w bibliotekach. Chociaż, o ile mnie bawiło samo przebywanie wśród książek, to nie pamiętam wesołych i roześmianych bibliotekarek, czy bibliotekarzy. Zawsze panowała tam śmiertelna powaga i przygniatająca cisza. Natomiast bardzo miło wspominam czasy aktywu bibliotecznego w szkole podstawowej i średniej. Z tym ostatnim wiąże się sytuacja dość nietypowa i dla nas uczestników stwarzająca okazję do świetnej zabawy. W liceum byłam akurat w czasie odchodzenia od starego ustroju politycznego. W związku z tym trafiło nam się, jako aktywowi bibliotecznemu, wziąć udział w selekcji księgozbioru z dzieł jedynie słusznych, a przez nikogo nie czytanych (przynajmniej do tej pory). I okazało się, że jak zaczęliśmy wykładać stosy tomów z dziełami Lenina i innymi tego typu, to inteligentni uczniowie naszej szkoły postanowili zatroszczyć się, aby te wiekopomne prace nie poszły na makulaturę. Widząc ich zainteresowanie postanowiliśmy zrobić kiermasz (sprzedawaliśmy te prace za zupełnie symboliczne kwoty). Wzięcie miały niestety tylko dzieła Lenina, które poszły na pniu. Zagadką było dla nas, po co komu takie rzeczy. Wkrótce sprawa się wyjaśniła. Chłopcy z naszej szkoły wymyślili, że na Dzień Kobiet zamiast kwiatka rozdadzą płci pięknej po jednym tomie. I tak oto dokonała się selekcja księgozbioru. Oczywiście mnóstwo radości sprawiła nam jeszcze wycieczka do punktu skupu makulatury z resztą tomów, które nie spotkały się już z zainteresowaniem. Ale to jakby inna historia. Generalnie niestety biblioteki rzeczywiście postrzegane są jako śmiertelnie nudne i większość osób wybiera się tam jedynie w sytuacji wyższej konieczności. Ale i same panie bibliotekarki niestety mają najczęściej skwaszone miny i bywają niechętne wszelkim oznakom zainteresowania ich osobami. Mam nadzieję, że ja takiego wrażenia na studentach nie robię, czego potwierdzeniem może być fakt, że otrzymałam zaproszenie na fuksówkę studentów 1-go roku.


Krystyna Szylhabel (BGiOINT Politechniki Wrocławskiej)
Jedna z koleżanek pracująca w czytelni opowiedziała mi pewne zdarzenia, które mnie ubawiły i za jej zgodą dzielę się z Państwem:
Dwóch czytelników zamówiło sobie książki do czytania w czytelni. Jeden z czytelników nosił znamienne nazwisko Białas, drugi nie mniej znamienne Murzyn. W momencie, gdy książki zjechały z magazynu, koleżanka wzięła je do ręki i wywołuje półszeptem nazwisko: P. Murzyn. Tu podrywa się czytelnik o ciemnym kolorze skóry i pędzi do lady, informując koleżankę, że jest dla niego książka. Bibliotekarka wyjaśnia, iż pomylił się, bądź źle usłyszał, bo książka jest dla czytelnika o nazwisku Murzyn. Ten łamaną polszczyzną zapewnia:
"ja jestem Murzyn".

Drugie zdarzenie z tym samym czytelnikiem o ciemnym kolorze skóry:
Koleżanka bierze książkę z wózka i niesie do półki, by położyć pod literą "B" dla czytelnika, który ją zamówił. Nazwisko czytelnika brzmiało Białas. Książkę, o okładce podobnej do zamówionej i pewnie wielokrotnie czytanej, zauważył Pan o ciemnym kolorze skóry i znów pędzi do lady, informując koleżankę, iż ta książka jest dla niego. Bibliotekarka cierpliwie tłumaczy, że niestety nie, to nie dla niego. Czytelnik się upiera i w końcu koleżanka mówi czytelnikowi o ciemnym kolorze skóry: nie, to nie jest książka dla Pana, to jest dla jakiegoś Białasa.

W naszej bibliotece szatnię od czytelni dzieli kilka pięter i czytelnikom nie jest po drodze do niej zaglądać. Niestety koleżanki w czytelni nie pozwolą wejść w płaszczu czy w kurtce i na dodatek z torbą Czytelnicy natomiast próbują, dyskutują. Pewnego dnia też zdarzył się taki przypadek. Czytelnik jest uparty, dopytuje się dlaczego ma wejść bez kurtki, a jak mu zimno będzie? itd. Koleżanka dyżurująca z lekka traci cierpliwość i odzywa się w te słowa :" Proszę iść rozebrać się i wrócić tylko z numerkiem"!


Małgorzata Janczak (Biblioteka Warszawskiej Szkoły Poligraficznej)
Miejsce: biblioteka szkoły średniej w mieście wojewódzkim
Uczestnicy: uczniowie 15-20 lat, wielu z nich szykuje się do zdawania matury
Lektury, które chcą wypożyczyć:
Moczulski: Rozmowy z adwokatem
Paderewski: Mitologia
Borewicz: Pożegnanie z Marią
Naruszewicz: Kartoteka
Sokrates: Król Edyp inny wariant Sofokles: Król Egipt
Witkiewicz: Krawcy
Wyspiański: Powrót posłów greckich (lub) Odprawa posła


Bożena Bednarek-Michalska (Toruń, Biblioteka Uniwersytecka)
Parę lat temu w Bibliotece Uniwersyteckiej w Toruniu w Sekcji Zbiorów Muzycznych pojawił się śliczny rudy mały kotek, przybłąkał się i koleżanki z sekcji się nim zaopiekowały, karmiły go jakiś czas i szukały mu domu, był śliczny, paradował sobie po czytelni i bardzo pasował kolorystycznie do tego miejsca. W ogóle pasował do biblioteki. Niecodzienna była jego obecność tam, bo ściśle tajna. Cała biblioteka zlatywała się tam oglądać kota, ale nie wolno było o nim powiedzieć. Pani dyrektor, która kotów nie lubi, więc kot był tajny i zakamuflowany. Do dziś pamiętam jego obecność i zachwyty jakie powodował, wydaje mi się że koty powinny być w bibliotece. Koty są ozdobą wielu ekskluzywnych sklepów w Paryżu, śpią w koszykach na wystawach, jest to bardzo piękny widok, zachęcający do odwiedzin. Wyobraźcie sobie koty snujące się dostojnie po bibliotece? O ile mniej myszy byłoby i obżartych książek w bibliotekach i poziom stresu by spadł, bo koty rozładowują napięcia.


monika b. (pseud.)
Załączam dwie scenki z mojej praktyki bibliotekarskiej.
Przyszła kiedyś do biblioteki naukowej studentka i mówi:
- Szukam książki.
- Jakiej?
- Takiej dużej niebieskiej.

Pracownik naukowy w średnim wieku mówi (zupełnie poważnie):
- Proszę mi sprowadzić z internetu ten artykuł.
- Ale my nie mamy dostępu do tego czasopisma.
- Ależ ja jestem memberem zagranicznego sosajety i dla mnie na pewno ten dostęp będzie!


Teresa Hewelt (Wejherowo)
Dzisiaj (3 grudnia) odbyło się spotkanie bibliotekarzy Koła SBP w Wejherowie - Sekcja Bibliotek Szkolnych przy Okręgu Pomorskim i korzystając z okazji zebrałam kilka wypowiedzi czytelników, z którymi spotkałyśmy się w naszej pracy bibliotecznej, a które "na gorąco" pamiętałyśmy. Wszystkie dotyczą tytułów książek, które dzieci błędnie zapamiętały, bądź "przekręciły" słowa w tytułach i wyszedł dzięki temu całkiem zabawny nowy tytuł. Tak się złożyło, że wszystkie przykłady dotyczą lektur szkoły podstawowej.

1. Czy otrzymam książkę pt. "Dzieci z Burdelu"? ( uczeń kl. III)
2. "O psie, który chodził po torach"
3. "Chłopcy, którzy się bili"
4. "Brudne Stopy"
5. Czy jest książka Marcina Kozery?
6. Czy dostanę książkę "Znikający ogród"?


Barbara Ogłodzińska (Gostynin)
Historia zdarzyła się na początku tego roku. Kiedy poszłam do biblioteki wypożyczyć książkę byłam świadkiem pewnego zdarzenia.
Otóż w wypożyczalni zastałam człowieka będącego .... naszego miasta, bo skądinąd znany był z tego, że nie całkiem ma dobrze poukładane w głowie. Można było go widywać jak penetruje śmietniki, zbiera puste butelki i tak w całej ogólności był zaniedbany.
Więc stanęłam z boku i zaczęłam przeglądać czasopisma. Byłam zainteresowana, po jakie książki przyszedł , czy tylko po wsparcie finansowe na zakup powiedzmy ... chleba. Byłam zszokowana jak wypożyczył książki Wołoszańskiego i poezję Gałczyńskiego. Po jego wyjściu spytałam p. bibliotekarkę o tego Pana. Okazuje się, że był On stałym Gościem ...Bywalcem tej biblioteki i książki oddaje nie zniszczone. Bibliotekarka zaśmiała się, że kiedyś to nawet przyszedł ze swoim dużym psem, a Ona nie umiała go wyprosić, bo ów jegomość jeśli zostałby zirytowany, to mógłby użyć języka podwórkowego. Pies usiadł grzecznie i czekał, aż jego Pan zamówi niezbędne książki , po czym wyszli. Opowiadała, że zawsze chętnie brał stare egzemplarze gazet. Kiedyś nawet przyniósł cały worek książek, znaleziony prawdopodobnie na śmietniku. Mówił, wykrzykiwał, jak można wyrzucać takie dobre książki na śmietnik. Bibliotekarka wzięła książki dziękując, dopiero potem zobaczyła, że niektóre to "Białe Kruki" bo wydane jeszcze przed 1950 rokiem, a w dalszym ciągu chętnie czytane i są na wyposażeniu Biblioteki. Gdyby nie był taki obdarty, to można by go stawiać za przykład, powiedziała.


Rafa (pseud.) (Warszawa)
Do napisania tych kilku zdań namówiła mnie przyjaciółka z liceum, która teraz przewala bibliotekoznawstwo, a ja germanistykę. Obie często jesteśmy w [...]. To miejsce, bez którego nie wyobrażamy sobie bycia studentkami. Kochamy [...].

Cd. tekstu został przez organizatorów konkursu usunięty na skutek protestów osób, które uznały konkursową wypowiedź Rafy za nie odpowiadającą powadze i zadaniom opisanej instytucji. Być może jest to pierwszy przypadek wymuszonej elektronicznej bibliotekarskiej cenzury obyczajowej, określającej także standard poczucia humoru.


Regina Bylinka (Gdynia, Filia Nr 3 MBP)
Tekst z kroniki filii nr 3 MBP w Gdyni autorstwa kol. Reginy Bylinki, kierowniczki tejże filii:
"W czasie ulewnego deszczu - psa by nie wygonił w taką pogodę, ale ojca wygoniono- wpada czytelnik po lekturę dla córeczki
- Proszę Pani całą drogę powtarzałem sobie tytuł no i zapomniałem.
Kierowniczka patrzy z politowaniem - Spokojnie niech Pan pomyśli.
Okrzyk - Już wiem! "Kobieta na drzewie"!
A, "Babcia na jabłoni"- prostuje kierowniczka.
- A czy to nie wszystko jedno, babcia to kobieta a jabłoń to drzewo.
- Istotnie - potwierdza kierowniczka i z uśmiechem podaje książkę "Babcia na jabłoni".

Albo, wpada młodzieniec i pyta - Ma Pani "Głupców" ?
- Jak by dobrze poszukać to paru by się znalazło - pada odpowiedź.
- To ja chcę wypożyczyć.
- A kto tych "Głupców" spłodził?
- Dostojewski.
- Dostojewski napisał "Idiotę".
- A co to za różnica?

Kartoteka czytelników ma układ numeryczny. Do wypożyczalni dla dorosłych wchodzi czytelnik z małym dzieckiem w wózku.
- Pana numer? - pada pytanie.
- Ostatni to ten w wózku - odpowiada czytelnik.

Z kroniki nagrodzonej w konkursie na wspomnienia bibliotekarzy ogłoszonym kilka lat temu przez WBP w Gdańsku, zaczerpnęła i przesyła aby wywołać uśmiech zatroskanych coraz bardziej bibliotekarzy Teresa Arendt.


Piotr Bierczyński (Łódź) - zgłoszenie poza konkursem
Notatka prasowa:
Ciche pranie w bibliotece / (go) // Dziennik Łódzki - Wiadomości Dnia. - 2003, Nr 282 (4 grudnia) s. 9
Studenci korzystający z Biblioteki Głównej Politechniki Łódzkiej mogą "posłuchać jak pięknie brzmi cisza". A to dzięki .... pralce ustawionej w sali z katalogami bibliotecznymi. Wystarczy nałożyć słuchawki, nacisnąć przycisk i już można "usłyszeć ciszę". [...]. Okazuje się, że tajemnicza pralka stanęła wśród katalogów w ramach oficjalnej umowy między biblioteką i producentem sprzętu AGD.
- Zwróciliśmy się do jednej z firm o wsparcie finansowe konferencji "Polskie biblioteki akademickie w Unii Europejskiej", która odbędzie się w czerwcu przyszłego roku. Producent chciał promować cichość swojego produktu. Biblioteka świetnie się do tego nadaje. Postanowiliśmy, że wstawimy pralkę i w ten sposób zdobędziemy część pieniędzy na konferencję. Uznaliśmy, że pralka nie psuje wizerunku biblioteki, bo politechnika to uczelnia techniczna. Nie reklamowalibyśmy przecież bielizny albo wyrobów alkoholowych. Sprawdziliśmy, że to urządzenie działa naprawdę cicho i nie będzie nikomu przeszkadzać - wyjaśnia Czesława Garnysz, dyrektor Biblioteki Głównej PŁ.


SPONSOREM NAGRÓD w KONKURSIE
jest łódzki PUB BIBLIOTEKA
http://www.pubbiblioteka.lodz.pl


NAGRODĄ JEST BESTSELLER ROKU 2003
Michaił Bułhakov : leksykon życia i twórczości / Boris Sokołow. - Warszawa : Wydawnictwo TRIO, 2003

KTÓRĄ OTRZYMUJĄ:
Pan Andrzej Kamiński z Warszawy
Pani Krystyna Szylhabel z Wrocławia
Pani o pseud. Rafa (z Warszawy)
Pani Regina Bylinka z Gdyni

CZYTANIE SPRAWIA RADOŚĆ - BIBLIOTEKA KRZEPI

Piotr Bierczyński
internetowy serwis SBP
6 grudnia 2003 r.

Serwis Informacyjny
Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich
Uwagi merytoryczne prosimy kierować do WebEditora
Uwagi techniczne prosimy kierować do WebMastera

Serwis prowadzi:  Serwis Elektroniczna BIBlioteka


data ostatniej aktualizacji: 7.12.2003